Raj dla Par

Nie oszukujmy się, ta komedia ścisnęła mi jajca i nie chciała puścić. Nie ze śmiechu, z żalu.

Sam film opowiada o kilku parach przyjaciół w średnim wieku. Każda para ma mniejsze czy większe kłopoty ze swoim małżeństwem. Gdy broszurka cudownego ośrodka dla poskromienia "kryzysu małżeńskiego" wpada im w ręce, wyjeżdżają ratować co najważniejsze - miłość.

Ja nie wiem jak mam to opisać. Wiem już że nie będzie to normalna recenzja. Zacznijmy od tego, że nie ma tu nawet jednej śmiesznej sceny. Nie no, słowo daje... nie ma. Masażysta gej - ile głupich dowcipów przyszło wam do głowy? Twórcą tylko to, że jest masażystą i to u kobiet. Woda, koleś w wodzie, rekiny i przewrócone wiadro krwi. Widzicie jak bardzo można srać ze śmiechu? - Twórcy nie wiedzieli, kazali mu dopłynąć do łodzi i zapomnieli o scenie. Gruby murzyn i jego słodka kochanka, mówiąca do niego Tatusiu? Mam już miliard dowcipów sytuacyjnych. Ale nie, w filmie o tym zapomnieli.

Co do romansu, nie jest romantycznie. Nie ma jakiś wyszczególnionych problemów. Czujemy się jakbyśmy oglądali Reality Show w podrzędnej stacji, bez pomysłu na urozmaicenie. Tu trochę pogadają, tu się pocałują. Nie, po prostu nie.

Aktorzy.... Poczytajcie se nazwiska na plakacie. Nie śmiem w ogóle wypowiadać się o ich umiejętnościach. Film do tego ma 2h i po prostu rzucało mną po pokoju... Moja towarzyszka (która sama film przyniosła i w ogóle chciała go bardzo i bardzo) wyjęła książkę i zaczęła ją czytać. A wstając do kibla, tego filmu się nie pauzuje. Po prostu lepiej niech się skończy...

A oto kilka wypowiedzi z filmweba na jego temat (oryginalna pisownia):

*tak kiepski ten smiec ze mialem 3 podejscia zeby go obejzec lecz nigdy niedotrwalem do konca za kazdym razem zasypialem. pierwszy raz mi sie cos takiego zdarzylo. niewierze

*Odradzam kazdemu z calego serca - ten film to nieporozumienie!
Nawet ani razu sie nie zaśmiałam, tak drętwy film, ze gdybym byla na nim w kinie to bym wyszla, a tak obejrzalam go w domowym zaciszu i moglam sobie robic przerwy na herbatke. Obejrzalam kupe komedii - ale tak beznadziejnej jak ta - NIE

 *Jesli masz ochote obejzec komedie, obejzyj cos innego, bo ten film nie jest komedia. To film obyczajowy z okropna muzyka w tle.

*co to za komedia w której nie ma nic śmiesznego, ktoś miał dobry pomysł a ktoś inny to totalnie spieprzył!

Dam wam trailer, a co:

Ale filmu radzę nigdy nie oglądać... No chyba że dla samych rajskich widoków.

Read more

Nostalgia anioła

Peter Jackson próbował swoich sił w horrorach, filmach sf, czy też filmach przygodowych za miliony dolarów. Postanowił wrócić do dramatu i chyba dobrze zrobił. Udowodnił, że klasa, jaką pokazał w "Niebiańskich istitach" nie uciekła ze strachu przed wrzaskami orków i innych tam stworzeń ze Śródziemia (tak to się nazywało? fanką LOTR niestety nie jestem.).

Za to dramaty- a i owszem. Ekranizacje też, szczególnie, gdy można mieć porównanie, gdy daną książkę/komiks się czytało. I niestety najciężej jest wybaczyć pominięcie wielu wątków, postaci, faktów, zdań. Dlatego ten film może być jedynie dopełnieniem książki. Za to mistrzowskim dopełnieniem.


Historia jest jedną z najsmutniejszych. Bohaterka opowiada o sobie:

"Nazywam się Salmon, jak "łosoś". Na imię mam Suzie. Miałam 14 lat, gdy mnie zamordowano, 6 grudnia 1973 roku."

W latach 70. problem pedofilii i zaginięć nie był tak rozpowszechniony jak dzisiaj. Nie ostrzegano dzieci przed niebezpieczeństwem. Dochodzi do najgorszego- gwałtu i zabójstwa. Dziewczynka jednak nie odchodzi donikąd, uparcie trzyma się Ziemi i swoich najbliższych, obserwując jaki wpływ wywarło na nich jej zniknięcie, jak próbują sobie z tym radzić, jak dojrzewają i znajdują własne drogi w życiu. Obserwuje mężczyznę, który ją zabił i bezsilnie patrzy, jak ten szykuje pułapkę dla jej siostry. Nie potrafi odejść od swojej pierwszej miłości, która nie znalazła ujścia nawet w tak prostej rzeczy jak pocałunek i skończyła się na dobre zanim tak naprawdę się rozwinęła.

W obsadzie mamy śmietankę. Od Susan Sarandon począwszy na Saoirse Ronan skończywszy (cudna i zupełnie inna od roli Suzie kreacja w "Pokucie"). Rachel Weisz, Mark Wahlberg, Stanley Tucci. Szczególnie Tucci zachwyca. Jeszcze nie widziałam tak świetnie odegranej roli pedofila/zboczeńca. Ten jego śmiech i chrząkanie ciągle brzmią mi w uszach. Dla fanów Jona Lajoie- tak, on nosi słynne rapist glasses. Czyli coś w tym musi być. Na serio? Nie ma w tym filmie aktora, który by "kulał" i odstawał od reszty. Nawet pojawiający się 2 razy chłopak Clarissy ma w sobie tłumioną (do czasu) agresję.

Muzyka Briana Eno, którego domeną jest przede wszystkim ambient. Jego kawałek "By this river" można było usłyszeć w "I twoją matkę też". Brzmienia w większości instrumentalne, kilka wokalnych. Oprócz tego w tle muzyka z lat 70. Myślę, że robotę Eno można śmiało porównywać pod względem klasy z pracą Kronos Quartet w "Requiem dla snu". Większą część motywów w kawałkach można usłyszeć w trailerze. Bardzo dopracowany muzycznie film.

Efekty specjalne? Jako że Suzie przebywa między niebem a ziemią, kraina jest magiczna, słodka, cukierkowa... Ale i mroczna oraz straszna. Bardzo dużo metafor (chociażby kwiat zamknięty w sejfie). Jackson z efektami specjalnymi miał dość dużo do czynienia przy LOTR i gdyby zepsuł je w dramacie, nie wybaczono by tego. Jest dobrze.

Trochę mnie boli, że w książce ukazany jest dramat dziewczynki, która niczego właściwie nie zdążyła w życiu przeżyć i to jest jej głównym cierpieniem- gdy musi patrzeć, jak jej rówieśnicy czy rodzeństwo robią to, o czym ona mogla teraz jedynie marzyć. Ale przynajmniej wątki są mniej więcej zgodne. Uderzyła mnie mała niezgodność zakończenia z oryginałem- ale wykorzystano tu nieco metaforyczną wersję (szkoda, że jej nie wytłumaczono, śmierć ta bez uzasadnienia traci sens) więc nie będę bardzo czepialska.

Radzę zobaczyć, piękny film. Taki do popłakania na końcu. Do zastanowienia się. Ale najpierw obowiązkowo KSIĄŻKA.

Read more

Nine (Dziewięć)

Będzie brutalnie, ale uczciwie. 9 rozczarowuje i zachwyca jednocześnie. Jeśli naoglądałeś się Mamma Mia lub świetnego Chicago mam złą wiadomość: to nie jest film dla Ciebie. 9 to praktycznie Opera.

Guido to wielki reżyser. Tak wielki, że stracił zupełnie wene. Kiedy zdjęcia do filmu ruszają za 10 dni, on nie ma nawet zaczętego scenariusza. Oszukując wszystkich, że wszystko będzie dobrze - ucieka od świata, a towarzyszyć będzie mu tytułowa 9 piękności oraz rozmyślenia nad swoim życiem, miłością i przeznaczeniem.

Brzmi nędznie? Miejscami takie jest. Mimo że fabuła jest znośna i w niektórych momentach widz robi się "ciekawy" dialogów, ogólnie wieje podłą nudą.Wszystko jest nadmiernie patetyczne, powolne i osnute papierosowym dymem. Postacie długo i namiętnie patrzą w próżnie by po 30s nic nie robienia strzepać papierosa i ... chyba pójść do kasy, bo za dużo tu się nie nagrały.

Aktorzy to właściwie śmietanka w tej mętnej kawie. Nieco zapomniany Daniel Day-Levis wypada ckliwie, ale i mętnie. Co prawda w "życiowych" scenach współczujemy mu, za to w tych zabawowych jest zupełnie do włożenia sobie między uda. Sądzę, że Robert Downey Jr. zagrałby to lepiej. Męczy też strasznie włoski akcent. Nie mam pojęcia czemu we włoszech wszyscy mówią po angielsku i do tego udają "italiano-akcento". Kobiety czyli "Nine" to zabawna rzecz. Może jestem głupi ale naliczyłem ich siedem, a nie dziewięć. Kunsz wszystkich pań jest bardzo wysoki, lecz dosyć wymieszany. Weźmy taką Penelope Cruz - na jej wijące ciało można patrzeć w nieskończoność. Jej zwierzęcy magnetyzm i powiedzmy szczerze ogromny aktorski talent nie odzwierciedla się w śpiewaniu. Wypadła nędznie. Za to taka Fergie która ze śpiewania żyje wykonała kawał dobrej roboty, za to aktorsko powinna pozostać przy teledyskach. Nie chce mi się wszystkich pań wymieniać, bo powiem szczerze, że np. mi nazwiska niewiele mówią, także popatrzmy na nie:


Jak już wspomniałem "9" to opera. Najdokładniej rzecz ujmując zbiór Włoskich Arii. Piosenki (chociaż nie wszystkie) są powolne, tubalne i smętne. Nie jest tu wybitnie żywo i owszem, na wijące się kobiety patrzyłem chętnie, za to gdybym chciał słuchać Arii Operowych poszedłbym do Opery. Do tego co mnie szczególnie uraziło - piosenki wbite są bez pomysłu i na siłe. Generalnie nie wynikają z niczego - są poza filmem. Niektóre sceny owszem - ładnie połączone są z historią, ale wszystkie arie są wyobrażeniem głównej postaci a nie czymś co się faktycznie dzieje. To tylko jego wizje i fantazje - dla mnie to za mało.

Z drugiej strony, jeśli nastawiamy się faktycznie na dramat-muzyczny i nie liczymy na dużo szczęścia wylewającego się z ekranu ani na wpadające w ucho teksty - film nas oczaruje. Jest jak Vicki-Christina-Barcelona tylko że śpiewają. Śmietanka aktorka, ładne widoki, nieśpieszne tempo akcji. Tylko kto w XXI wieku chce oglądać Opere i do tego w kinie?

Praca kamery zachwyca. Wszystko jest sprawnie. Gdy ma być ostro - jest ostro. Gdy ma się rozmyć - nic nie widzimy. Do tego niektóre sztuczki typu "wizja - rzeczywistość" są niezłe i zadziwiają wykonaniem - ale to polecam sam zobaczyć.

Film dla wielbicieli powolnej akcji. Najlepiej wspominam zwiastun Iron-Mana 2 przed seansem. Naprawde.

Trailer (mylący, ten film aż tak fajny i szybki nie jest - odejmijcie muzykę i teledyskowe wstawki z Kate Hudson i popatrzcie na resztę).

Read more

Walentynki

Walentynki to film inny od zwyczajnych romansideł tylko dla kobiet. Ten film jest dla wszystkich a dodatkowo ma niecodzienny scenariusz. I naprawdę doborową obsade. Ale od początku:

Historia opowiedziana w tym filmie to tak naprawdę kilka historii mniej lub bardziej powiązanych ludzi. Jedyną tak naprawdę wspólną rzeczą dla każdego wątku jest dzień: 14 lutego. Dalej mamy: zakochanych nastolatków i tracenie dziewictwa, zerwanie, zdrade, bieg przez miasto "zanim ona odleci" oraz zawiązywanie sojuszów "walentynkom mówimy nie".

Epizody przenikają się przez cały film dlatego nawet te nudniejsze nie atakują nas dłużej niż 3 minuty.  Jest łzawo i czasami zbyt różowo. Rozumiem, że kobiety to takie cholernie czułe istotki, ale Ashton Kutcher przebił chyba wszystkie filmy świata serwując nam taką warstwę podłego cukru, że aż żenująco się na niego patrzy. Kobieta to pokocha, a Facet... przeżyje. Ponieważ mamy tutaj tak soczyste kobiety, że samo oglądanie ich jest ekscytujące. Wszak dawno nie widzieliśmy już np. Jessici Alby.

Aktorsko jest całkiem nieźle. Wszak to wielkie nazwiska (przeplatane wielkimi od niedawna). Jessica Alba, Kathe Bates, Jessica Biel, Bradley Cooper, Eric Dane, Patrick Dempsey, Hector Elizondo, Jame Foxx, Jennifer Garner, Topher Grace, Anne Hathaawy, Ashton Kutcher, Queen Latifah, Taylor Lautner, George Lopez, Shrley MacLaine, Emma Roberts, Julia Roberts i Taylor Swift... ufff. Jest ich masa prawda? Więc już wiecie czego można się spodziewać.

 Dowcipy i dialogi są na poziomie. Mamy zabawne wpadki "matka wcześniej wraca z pracy", rzucanie tortami, upadki ze schodów. Aż dziwne że tylu ludziom w jeden dzień dzieje się tyle śmiesznych rzeczy. Muzycznie jest również wesoło, bo gra dla nas Taylor Swift.

Zaprezentuj ten film swojej kobiecie, dużo zyskasz a niewiele stracisz. Albo włącz sam i poskacz po scenach z Albą. Co kto lubi, chociaż im dalej kalendarzowo od walentynek tym mniejszy sens oglądania. Jak nie zdąrzysz w te, ściągnij i niech czeka na nastepne.

Read more

Forbidden Science

Zwykle nie opisuje tutaj filmów czy seriali erotycznych, ale ten jest na tyle zmyślny że nie ma się czego wstydzić.

Fabuła nie jest skomplikowana, ale bardzo atrakcyjna. W niedalekiej przyszłości opracowano chip pozwalający wgrywać klonom wspomnienia. Ot możemy znów miec w domu zmarłą żonę, a właściwie jej perfekcyjnego klona. Oczywiście nie tylko do tego służy wspomniane urządzenie, pozwala również uprawiać cyber seks wrzucając sobie program prosto do mózgu. Proste, ale genialne. Lecz po kolei.

Sam serial wykluczając sceny erotyczne, jest lekkim obrazem Sci-Fi. Mamy wielką firmę sprzedającą chipy pamięci, mamy ludzi którzy chcą im wykradać plany nowych urządzeń, czy w końcu protestantów którym nie podoba się klonowanie ludzi.

Sceny erotyczne są w swojej prostocie genialne, ale i nie pozbawione wad. Genialnością scen jest to że dzieją się wirtualnie, więc seksić może się każdy z każdym i praktycznie wszędzie. Co tylko postać sobie wyobrazi. Wadą scen seksu jest to, że serial jest i tak dobry. Mam na myśli, że czasami śledząc fabułe nudzą nas 5 minutowe sceny seksu i jeśli mam być szczery zdarzało mi się je przeskakiwać. Na szczęście dziewczyny i faceci są ładni i każdy znajdzie tu coś dla siebie. Są murzynki, blondynki, rude i nawet takie tutaj emo gotki:


Ładna dziewczyna prawda? Na szczęście sporo razy będzie się rozbierać :)

Co do samych aktorów i ich kunsztu. Grają ciekawie, nie nudzą ani nie robią jakichś teatralnych gestów jak w Modzie na Sukces. Pewnie nie są specjalnie znani bo to branża erotyczna, ale aż ubolewam nad tym że pewnie więcej większości z nich nie zobacze.

Sam serial ma jesli mnie pamięć nie myli około 13 odcinków. Dla mnie to wielki plus ponieważ wkurzają mnie liczne sezony licznych seriali na które po prostu człowiek nie ma czasu. Historia może nie porywa, ale ogólne wrażenie jest niesamowicie pozytywne. Sceny erotyczne są może trochę nudne, ale miłe dla oka i mimo że dość perwersyjne to nie przeginają w strone tandetnego porno.

Polecam. Jest tylko jeden problem, napisy są tylko do 1 odcinka, dalej trzeba radzić sobie po angielsku. Nawet sam miałem przetłumaczyć całą serię, ale nie mogę dostać napisów w wersji ENG by to przerobić. Jeśli język to nie duży problem, polecam. A nawet jesli problem, to jak powiedziałem, do 1 odcinka są.

Trailer:

Read more

The Onion Movie

Chłopcy i dziewczęta! Przyznajcie szczerze, że to najdziwniejszy plakat filmowy jaki widzieliście. Ale jednak.

Więc fabuła idzie tak: w 2034 roku cała cebula na ziemi więdnie. Tylko człowiek ziemniak jest w stanie uratować świat.

Dobra, zażartowałem sobie. Onion to kanał telewizyjny + gazeta codzienna. A cały film to masa skeczy niepowiązanych ze sobą niczym, no chyba żeby uznać za powiązanie, że starają się parodiować reklamy, teledyski no i właśnie wiadomości. Fabuły w tym jest jakoś nie widać (no chyba, żeby połączyć jakieś poza-kamerowe dialogi prezentera). Skoro nie ma fabuły musza być cycki i nawiązania do gówna oraz odbytu.

Tak, humor zręcznie penetruje tą dziurkę wielkim amerykańskim kutasem. Od czasu do czasu rzucając od niechcenia żarty o murzynach czy portorykańczykach. Mamy prognozy pogody z chmurami w kształcie penisów, mamy relacje z poszukiwania skarpetek, mamy grę w gwałt. Powiem tak, parę razy parsknąłem ze śmiechu, ale jestem kolesiem który na sam dźwięk słowa odbyt dostaje ataku śmiechu i radości. Z drugiej strony KARYGODNE DO KURWY JEST że żywcem wyciągnęli minutową scenę z filmu An American Carol. Tak miałem nieprzyjemność widzieć tamto gówno i jedyną śmieszną scenę wmontowali tu. Cóż.

Aktorzy nie powalają. Wszystko wygląda jakby pochodziło z lat 70. Mamy bikini i silikonowe cycki, mamy facetów o bujnych czuprynach. Ich talent jest podobny do wyglądu, czyli nie bardzo. No chyba że kochacie grubego Stevena Seagala, bo znalazło się tu dla niego miejsce w roli kolesia walącego w jaja. Do tego, ah, nie wiem czy tak miało być czy to jakaś moja wina, ale obraz przypominał mi ten pokazywany na kasetach VHS. Nieostro jakoś i brudno. Może miałem kiepską kopię..

Warto męczyć się półtorej godziny dla kilku skeczy? Może i warto, bo niektóre są naprawde niezłe. Ale polecam oglądać to do piwa i z kimś. Wtedy odbyt śmieszy x2.

Chcieliście długiej recki? Nie będzie. Nie ma muzyki, nie ma gry aktorskiej, nie ma rozbudowanych planów. Jest wnętrze telewizora i parodie reklam.

O jakości filmu świadczy fakt, że 5 lat leżał na półce zamiast trafić do kin, aż w końcu wypluli go na DVD. Świadczy też jego inna nazwa i okładka z jaką go sprzedają:


Prawda że chamskie? Trailera nie ma. Oglądać na własną odpowiedzialność.
Read more

Hannah Montana The Movie


Pewnie zedrzecie ze mnie psy. Blog o horrorach zamienił się w ... To co widzicie. Nie, nie sprzedałem się. Nigdy na filmożercach nie zarobiłem nawet grosza. Po prostu miałem ochotę na jakiś łagodny film a i 16 letnie ciała które jak sądziłem będą się przewijać dodatkowo mnie zachęciły. Co wyszło? Czytajcie.

Hannah Montana to klasyczny Disney. Wszystko jest ładne, kolorowe, ludzie są bogaci i radośni. Fabuła przedstawia się tak: Miley jest zwykłą nastolatką, czasami zakłada perukę i staje się gwiazdą pop. Robi to, by jej zwykłe życie pozostało tajemnicą i fani oraz paparazzi nie włazili jej w drogę. Teraz Miley zostaje zmuszona do udania się na urodziny babci na farmę w teksasie. Poznaje tam wartość ciężkiej pracy, miłości i tych innych pierdół które wciska nam wytwórnia nieżyjącego już ponad 50lat Walta.

Film oglądałem w oryginalnej wersji językowej. Od serialu rożni się brakiem śmiechów z taśmy i mniejszym naciskiem na komedię. Owszem, znajdują się tu sceny potknięć czy obsmarowania tortem, ale daje słowo że w tej chwili przypominam sobie 2 na ponad 100minutowy film, więc nie jest tak źle.

Aktorzy to o dziwota nie same dzieci. Mamy pokaźny zestaw dorosłych, niestety beztwarzowych i beznazwiskowych, a przynajmniej nie sądzę, byście mogli ich znać. Podobno nie zabrakło nikogo znaczącego z serialu, ale nie umiem tego potwierdzić. Gra aktorska jest lekko kanciasto-sztuczna, ale czego spodziewać się po lekko teatralnej konwencji którą zaczerpnięto z serialu. Ogólnie nie widać jakichś bardzo rażących błędów aktorskich ale są ruchy czy sekwencje które nie zostały spieprzone przez aktorów ale na pewno przez głupich scenarzystów które je wymyślili.Teraz bardziej o dzieciach. Chłopcy to w większości przystojni młodzi rock'owcy. Dziewczyny natomiast są chude i brzydkie.. Już nie wspomnę o wyjątkowo irytującej mnie twarzy Miley Cyrus z tą swoją końską szczęką. Serio, ciężko się patrzy jak szczerzy zęby jak u rasowej klaczy. Jej ochrypły głos też nie jest łatwy do przełknięcia...

Na szczęście nie przeszkadza to w ogóle w warstwie muzycznej. Film ten jest właściwie musicalem i jest w nim pełno piosenek. Są one wbite w film taktownie, np. w formie koncertu, czy testowania nowo napisanej piosenki. Nie ma bezsensownych śpiewów do księżyca gdy człowiek łapie się za twarz nie wiedząc po co to w ogóle jest musicalem. Jest pod tym względem nieźle. Sama muzyka oprócz popu jest także mieszanką country i trochę hip-hopu. Słucha się tego bardzo przyjemnie. Niestety sam soundtrack w który zaopatrzyłem po seansie nie daje rady. To jedna z niewielu ścieżek dźwiękowych, które wypadają blado bez samego już filmu.

Sam film tak ogólnie w całości trzyma się kupy. Trwa ponad 100 minut, a nie dajmy 1h,23minuty co dla mnie jest informacją o badziewności scenariusza (chociaż nie zawsze). Niestety jest kilka rzeczy (np. wątek reportera chcącego obsesyjnie odkryć kim jest Hannah) które są źle poprowadzone, często w oczywistych miejscach wręcz pomijane. Ale sądzę, że z młodszą siostrą, tudzież z niezbyt wymagającą dziewczyną (jeśli nas nie wyśmieje) można na spokojnie to obejrzeć i dyskretnie wrzucić na swoje mp3 kilka kawałków Panny Miley Cyrus. (a na końcu recenzji jej zobaczycie wyzywające fotki, aby zdecydować czy warto oglądać film, a co. Cycków jeszcze nie było w tej recenzji).

Trailer:






Zdjęcia obiecane troszkę wcześniej:

Cycek.

Dzióbek.

Pudelek 1

Pudelek 2

Pudelek 3

Pudelek 4

Dobra, nie są ostre, ale co myśleliście? To nie Paris Hilton ;>
Read more

Parnassus


Szedłem do kina z pewnego rodzaju przeczuciem. Mówiło mi ono, że będzie to kolejna bajka dla większych dzieci, bez większego sensu i przesłania. Nie myliłem się.

Parnassus to "człowiek który oszukał diabła". Ale od początku. Tytułowa postać, to stary pryk żyjący już tysiąc lat. Dzięki zakładaniu się z szatanem, zyskał nieśmiertelność, którą potem sam zechciał stracić, bo ile można żyć. Problem zaczyna się gdy diabeł przychodzi z wieścią, że zgodnie z umową w 16 urodziny córki Parnassusa, zabierze ją jako swoją niewolnice. Zaczyna się ostatni zakład o 5 dusz. A zdobyć je mogą dzięki przedstawieniu i lustru, które wprowadza w świat fantazji, a dokładniej do umysłu Parnassusa. Kto pierwszy je zdobędzie, zdobędzie dziewczyne.

Zacznijmy od fabuły. Opowiedziana jest chaotycznie. Może nie jest złem, że nie prowadzi widza za rękę, ale można się pogubić. Szczególnie jeśli chodzi o główną rolę męską, którą zagrało 4 aktorów. Główny nie jest Parnassus, a młody mężczyzna odratowany po powieszeniu. To on pomaga prowadzić przedstawienia "w umyśle Parnassusa". Zagrał go Heather Ledger i wyszło mu to poprawnie. Wyjdę na dupe, ale on jest przeceniany. Nic szczególnego nie prezentuje sobą, zagrał w może 3 dobrych filmach a sławe zdobył na własnej śmierci. Kolejni aktorzy to Jude Law, Collin Farrell i Johnny Depp. Gdy Heather przechodzi przez lustro, oni reprezentują wyobrażenie jego postaci, uproszczając: cechy charakteru. Piękno, złość i sam nie wiem. Najlepiej z nich 3 wypadł Collin Farrell, Johnny Depp dostał góra 5 minutowy epizodzik, a o Jude Lawie to ja już wolę nawet nie wspominać. Wspomnieć warto natomiast o Tomie Waits'ie za bardzo ciekawą kreację całkiem wesołego szatana.

Cała oprawa przynosi pierwsze skojarzenie z Harrym Potterem. Miało wyjść magicznie i biednie jednocześnie. Mamy piękne pokazy sztuczek i radości przeplatane biedotą i szarym życiem trupy cyrkowej. Wizje w lustrze są kolorowe, czuć w nich przepych, ale jednak grafika komputerowa zostawia sporo do życzenia. O ile ciemne lokacje tak bardzo nie raziły, o tyle te kolorowe były jakieś takie... płytkie graficznie.

Muza. Nie ma muzy. Nie było na czym ucha zawiesić. Jedyne co mi się przypomina to flet i jakieś cyrkowe brzdęki.

Wiecie, to jest tak, że nie bardzo wiem jak to ocenić. Z jednej strony koleżanka numer 1 zasnęła na tym filmie i to kilka razy, z drugiej strony koleżanka numer 2 wydawała się poruszona. Ja jestem po środku. Nie ma co wmawiać sobie, że film jest lepszy bo ktoś umarł. Nie jest. Jest zwykły i na jeden raz. Nie jest zły, jest dobry. Ale nie tak jak się tego spodziewacie.

*Ostatni projekt, w którym miał wziąć udział aktor Heath Ledger. Jego śmierć wstrzymała prace nad filmem. Specyfika roli (zmiana wyglądu zewnętrznego), którą miał zagrać aktor, pozwoliła jednak na obsadzenie w niej trzech innych, znanych aktorów (Jude Law, Johnny Depp i Colin Farrell). W efekcie jedną postać zagrają cztery osoby.

*W celu zabezpieczenia finansowej przyszłości córki Heath Ledger' a Matildy, Johnny Depp, Colin Farrell i Jude Law oddali jej cały dochód otrzymany z filmu.


Trailer:

Read more

Scooby Doo - S i P.


Nie mam już niestety 12 lat. Ale to dobrze, bo piwo i porno mogę kupić bezproblemowo. Większe problemy mam z akceptowaniem, gdy ktoś robi mnie w wała. Lubię obejrzeć Cartoon Network, znam na pamięć imiona większości tamtejszych bohaterów, a Ben 10 z aktorami widziałem w dniu premiery. Widziałem też dwa poprzednie filmy o wiecznie głodnym psie. ScoobyDoo - Strachy i Patałachy nie jest dokładnie trzecim, a zerowym. I zerowym nie tylko w kwestii fabuły...

Nasza wesoła brygada zna się tylko z widzenia, a Scooby ma już właściciela. Jednak gdy pojawia się zły demon w szkole, a klatka z cyfrowym psem wypada z ciężarówki. Nasza drużyna zaprzyjaźnia się i postanawia w piątkę walczyć ze złem i występkiem! A przynajmniej ze szkolnym duchem.

Nie przyczepie się do tego jak się poznali, bo szczerze nie wiem. Przyczepie się za to do psa. To najgorzej animowany bohater komputerowy w ogóle! Nie podchodzi mi teraz porównanie do czegoś gorszego, powiem tylko, że tandetne dobranocki mają w sobie więcej szczegółów niż główny bohater, którego imię jest w tytule! Skubert (bo tak brzmi pełne imię) jest za jasny, za chudy a jego futro przypomina koc. Co prawda dysponuje fachowymi spojrzeniami, ale jego ruchy są płytki, widać że go tam nie ma i nigdy nie było. To najgorzej animowane "coś"  ever! Daje słowo, wymiotować mi się chciało jak stanął na dwóch nogach. W kutasie jest więcej gracji.

Reszta drużyny to również aktorsko castingowe nieporozumienie.

Fred był miał ciemne włosy, a powinien być blondynem, Kudłaty śmieje się jak po przedawkowaniu kokainy, Dafne wygląda jak transwestyta i lata licealne z pewnością ma już za sobą. Nie zdziwiłbym się gdyby była matką trójki dzieci. A Welma wygląda raczej jak seksowna bibliotekarka, która za przetrzymanie książki zrobi Ci loda, a nie ktoś brzydki. Daje słowo, jest seksowniejsza od nich wszystkich razem wziętych.

Potwory wykonali dobrze. W ogóle kawał charakteryzacji odwalili. Pojawiają się nawet prawdziwe duchy (to nie spoiler) i trzymają fason, widać że ktoś podłubał przy nich. Za to nietoperze, to jakaś masakra komputerowa. Raczej atak przerośniętych much to jest, niż coś ciekawego.

Polski Dubbing to jak zawsze sprawa celująca. Wyraźnie, głośno - podobnie do wyobrażeń o tej ekipie. Niestety aktorzy widoczni na ekranie za szeroko rozstawiają te durne japy, przez co zgrać polski dźwięk z ich ruchami warg - jest prawie niemożliwe, co niestety widać.

Przyznam się, że obejrzałem ten film tylko dzięki grze na Playstation2 pod tym samym tytułem. W bonusach był zwiastun, który zapowiadał całkiem dobrą zabawę. Niestety, zostałem brutalnie okłamany, bo zwiastun (jak i cała gra) kazała mi przypuszczać, że będą rozwiązywać 4 sprawy. Niestety rozwiązali jedną, a dodatkowe potwory ze zwiastuna to 30s przed napisami końcowymi, by pokazać że po pierwszej sprawie, zostali takimi ekstra przyjaciółmi. I źle, bo scenki pokazujące to są najlepszymi scenami w całym filmie. Ogólnie kaszana. Może dzieci to łykną, ale robienie z nich idiotów i dostarczanie im chujowego filmu, bo niewiele jeszcze rozumieją jest nieuczciwe. Nie kupujcie, pewnie puszczą na Cartoon Network... Za to dwie poprzednie zobaczcie. Tam jest wszystko super. Ale o tym innym razem.


Nie znalazłem tego zwiastuna o którym mówie (może dodawali go tylko do gry), ale macie ten:

Read more

An American Carol

Jest to film, który chce pokazać, że skandalista-dokumentalista Michael Moore (ten gruby reżyserek, który lubi opluwać Busha) jest idiotą. Fabuła skupia się na tym, że Michael Malone (kopia Moora) jest nawiedzona przez duchy rodem z opowieści wigilijnej. Te duchy pokazują mu co stanie się z Ameryką jeśli ten się nie zamknie i nie przestanie robić propagandy.. Recenzji nie będzie, nie patrzcie na okładke i Lesliego Nielsena. On jest tam góra 10 minut, jako dziadek opowiadający wnukom tę debilną historię.

Zamiast recenzji, przytocze kilka komentarzy z filmweba. Zgadzam się z nimi w 100% bo wytrzymałem na tym szajsie tylko 25 minut.

*DNO!!! I dwa metry mułu!!! Moze 3 sceny smieszne, reszta wogole niesmieszna w stylu "spiski nie istnieją, nikt wami nie manipuluje, jesli tak myslicie jestescie idiotami i zdrajcami"
Porazka totalna!



*wyłączyłem film po 15 minutach. szkoda czasu na oglądanie


*Oj z daleka od tego badziewia, dotrwalem do konca z mysla ze sie rozkreci i niestety lipaaa


*Początek zapowiadał się nieźle... ale trwało to zaledwie parę minut... DNO!!!


*Można nie lubić Michaela Moora bo to kłamliwy propagandzista, ale chwyty zastosowane w filmie „American Carol” są żenujące i gorszące każdego osobnika o minimalnym zasobie rozumu. Film kierowany jest dla dzieci i do amerykańskich debili bo tylko do takich mogą przemówić pseudoargumenty zastosowane w tym szajsie. Więcej nie ma się co rozwodzić nad tym badziewiem bo to uwłacza godności.


 Trailer:

Read more

Wielki Stach (Big Stan)


Jak zrobić udaną komedię? Wysłać chłystka do twardego więzienia i wymyślić 300 żartów na temat gwałtów. Problemem jest tylko, by nie przesadzić z obrzydliwością, a potem leci z górki.

Stach jest oszustem sprzedającym domki letniskowe. Wpada do niego policja i dostaje wyrok. Ponieważ wie, co robią w więzieniach z takim mięskiem jak on, przekupuje sędziego i zdobywa pół roku na uporządkowanie spraw, zanim trafi na 3 lata za kratki. Przypadkowo poznaje mistrza kung-fu, który nauczy go jak przetrwać w piekle...

Wielki Stach to komedia zrealizowana poprawnie. Gagi śmieszą, mimo że dotyczą głównie koloru skóry, homoseksualizmu i gwałtów. Jednak są na tyle świeże i delikatnie poprowadzone, że da się to oglądać. Może ja po prostu lubię filmy o więzieniach, ale śmiałem się na tym filmie głośno i często.

Aktorsko jest dobrze. Oprócz całej armii pakersonów już w więzieniu (większość chłopców ma gabaryty 2 szaf), mamy trójkę świetnych aktorów - których znamy i kochamy. Oprócz Roba Schneidera mamy tutaj również naszą ulubioną doktor z Housa, czyli Jennifer Morrison, oraz samobójczego onaniste, któremu sławę przyniosła upokarzająca śmierć (nikt nie liczy mu filmów, ważne jak zakończył żywot) Davida Carradine'a! (oboje na zdjęciach poniżej, Rob Schneider na okładce.)


Wracając jeszcze do aktorstwa. Jest ono przednie, i wszyscy dali sobie radę.

Muzyka to połączenie podkładów z filmów KungFu z mexykańskimi rytmami. W filmie zdarzą się i sceny tańca i radosne muzyczne przerywniki.

Praca kamery jest początkowo jakaś taka amatorska, aby później pokazać, że filmu nie robi pierwszy lepszy człowiek. Najazdy są ostre, dobrze sobie radzą w palącym słońcu.

*Pierwotnie żonę Stana, Mindy, miała zagrać Melanie Lynskey, jednak w końcu została zastąpiona przez Jennifer Morrison 


*Film zaczęto kręcić w Los Angeles a zakończono go w Stockton (Kalifornia, USA).


*Wielki Stach" to ostatni film w karierze aktora  Henry'ego Gibsona




 Osobiście uważam ten film za kawałek sympatycznej komedii, gdzie ludzie się zmieniają. Są sceny pod prysznicem, są wibratory. Dla mnie bomba. Dowcip delikatny, a Jennifer Morrison nie dość że piękna, to jeszcze widać jej majtki i cycki. Polecam się szybko zapoznać. 

Trailer, a po nim pierwsza część filmu na YT. Klikajcie, a znajdziecie cały film. Pokój wam!




Film część 1:





Reszta na YT.
Read more

Californication



W tej chwili będzie ostro i wywołam niemałą kontrowersję. To jeden z najnudniejszych seriali, które miałem nieprzyjemność oglądać.

Fabuła pokazuje nam znudzonego życiem pisarza, który w cudzych łóżkach topi smutek po odejściu wielkiej miłości. Ma 13letnią córkę i niemoc twórczą. Do tego jest prawdziwym twardym facetem, bezkompromisowym i szczerym.

Przepis na serial doskonały? Przystojny rozrabiaka i cycki co 10 minut? Nic bardziej mylnego. Postać główna jest przerysowana. Frank jest "za fajny", obraża każdego, używa słowa "fuck" nawet w przedszkolu i wystarczy mu 3s by zaciągnąć każdą do łóżka. Ale w prawdziwym życiu nie ma tak dobrze. Ciśnie mi się porównanie do Housa, który nie przekracza pewnych granic, a bohater Californication to zwykły fiut.

Do tego w głównej roli widzimy Davida Duchownego, który jest niemiłosiernie płaski. Już w Archiwum X miał na sobie jedną wykrzywioną twarz, ale dopiero tutaj pokazuje brak talentu. Niezadowolenie, palenie papierosów i w ogóle "niewyspanie" może zagrać każdy. Wielka mi sztuka. Jego szarmanckość też jest dyskusyjna. Ogólnie jest płaski, jak dowcipy które wypowiada.

Mimo, że to serial komediowy, nawet na chwile się nie uśmiechnąłem. Po prostu tutaj gag polega na różnych rotacjach słowa "fuck". Do tego robi się z tego film rodzinny, o zagubionym facecie, chcącym odzyskać kobietę. Ok, patrząc na to jako na dramat jest dramatycznie. Ale już intro (źle zrobione, nie trzymające się kupy, chaotyczne), informuje nas że to będzie film z happy endem czy czymkolwiek zbliżonym.

Aktorzy drugoplanowi są wyjątkowo... brzydcy? Jego córka wygląda jak kupa. Jego łysy kumpel jest nie lepszy. A miłość życia? Proszę was. Ich role sprowadzają się też do przeklinania, lub robienia za tło Duchovnego, więc nie było się w czym wykazać. Zresztą, pewnie nie daliby rady.

Muzyka jest świetna. Kalifornijskie rytmy sprawiają, że aż czuć słońce. Jest naprawdę dużo muzyki, a niektóre kawałki od razu lądują na naszym dysku.

Zrzędze, ale ten serial naprawdę nic w sobie nie ma. Charyzmatyczny główny bohater jest przerysowany. Ciągle się bije, pije i wyrywa laski na sam uśmiech. Nie ma w nim jakiejś prawdziwości. Wątki nudzą, dowcipy o masturbacji nie śmieszą. Lepiej założyć z góry, że kiedyś z nią będzie i nie musieć tego oglądać. Bo czemu on się jej co odcinek oświadcza, a pieprzy 4 inne w tym czasie? To tylko jedna z idiotycznych wizji serialu.

Davidzie Duchowny, kiepski z Pana aktor. Kto twierdzi inaczej i ma do powiedzenia coś na plus, niech komentuje. To tylko moja wizja serialu, bo ocena w internecie 8/10 i wiele nagród mówią co innego. Nie rozumiem po prostu czemu.

Read more

500 dni miłości


Ja osobiście lubię filmy inne. Takie które wnoszą jakąś prawdę, kogoś kopią w dupę a ostatnią sceną nie jest "on" pędzący w ostatniej chwili na lotnisko, bo ona wylatuje już na zawsze do Afryki patrzeć na głodujące dzieci.

Fabuła mniej więcej przedstawia się tak: on spotyka dziewczynę marzeń, ona ma trochę inne marzenia. On się angażuje, ona wyznaje że nie chce stałego związku. On udaje, że rozumie i robi wszystko by zmieniła zdanie.

Największą siłą 500 dni miłości jest brak jasnej chronologii. Dni się mieszają, raz widzimy 321 by po chwili cofnąć się do 1 i zobaczyć jak się spotkali. W połapaniu się pomaga nam plansza z numerem dnia i... pogodą. Już przy samej planszy możemy zobaczyć że dzień np. 32 będzie smutny, on będzie ryczał i nic się nie uda, bo w tle rysunku pada deszcz. Albo odwrotnie, plansza jest słoneczna a litery się błyszczą. Ciekawa sprawa.

Aktorzy pasują idealnie. On czyli Joseph Gordon-Levit jest przykładem chudego, smutnego i ciapowatego faceta. Ona czyli NIESAMOWITA Zooey Deschanel jest natomiast śliczną, lekko znudzoną dziewczyną o niesamowitych oczach. Grają inaczej niż wielkie gwiazdy. Dużo spokojniej, prawdziwiej.

Sama fabuła połączona z grą aktorską stanowi bardzo mocny punkt produkcji. Jest smutno, bo jest prawdziwie. Reżyser się nie opierdalał, napisał coś życiowego, ładnie poprowadził kamerę.

Muzyka, to zupełnie inna bajka. Jeśli oglądaliście Juno poczujecie się jak w domu. Jest zwiewnie, wiosennie (Summer to imię głównej bohaterki, więc nie traktujmy tego jak lato). Pop, country - sam nie wiem. Po prostu świetnie to wszystko jest zrobione i chwile po seansie ścieżka dźwiękowa wylądowała u mnie w domu.

Co z gatunkiem filmu? Niewątpliwie jest to Dramatyczna-Komedia Romantyczna. Same dowcipy są świeże i sprawiały, że głośno wybuchałem nieskrępowaną radością. Dramat poprowadzony jest równie dobrze, ale jego intensywność zależy już od nas samych (jeśli mieliśmy bużliwe życie, powiemy "o chryste, ten film jest o mnie" wtedy jest dramatycznie). Romans? Czasami jest blisko Romea i Julii, by po chwili pokazać nam palec i ośmieszyć miłość stawiając ją na poziomie ambicji z American Pie.

*Po scenie, w której Tom tańczy z przypadkowymi ludźmi w parku, kobieta wręcza mu jego torbę. Zakłada ją w taki sposób, że klapa torby skierowana jest w stronę jego biodra. W następnej scenie klapa odwrócona jest w drugą stronę.

*Film był kręcony w Los Angeles (Kalifornia, USA).

*Schemat kolorystyczny filmu, skupiony wokół odcieni błękitu, został wybrany po to, by wydobyć kolor oczu Zooey Deschanel.

*To pierwszy pełnometrażowy film reżysera Marka Webba, który wcześniej zajmował się kręceniem wideoklipów muzycznych.

Minusów osobiście nie stwierdziłem. Film doskonale żongluje gatunkami miejscami parodiując je. Film jest doskonałą i lekką komedią, i świetnie nadaje się na popołudniowy seans w kinie/dvd jeśli czytasz to po stu miesiącach i film już wyszedł. Ja bawiłem się świetnie. I koniecznie zapoznajcie się z warstwą muzyczną. No miodnie.

8/10




Read more

Opowieść Wigilijna 3D

Nie mogłam sobie podarować, w końcu jest Wigilia, a najnowsze dzieło Zemeckisa zdecydowanie zasługuje na znalezienie się na filmożercach.
Widziałam bardzo dużo ekranizacji powieści Dickensa, niektóre były dobre, niektóre średnie, a niektóre do tego stopnia przekombinowane, że nie dało się oglądać, szczególnie uwspółcześnione wersje. Po to powieść oddaje klimat XIXw., żeby się klimatu trzymać. Aha, i tylko jedna z ekranizacji zasłużyła na miano genialnej. Zemeckinsowska właśnie.

Treści nie muszę chyba przedstawiać- Opowieść Wigilijna jest już swojego rodzaju "szlagierem" filmowym i literackim. Zachwycę się natomiast wiernością oryginału z ekranizacją. Nie przekręcano faktów, nie dodawano od siebie treści, większość dialogów żywcem przepisano z książki. Nawet Marley miał te swoje ciężary i łańcuchy.

No i sam film to czysta magia podfaszerowana starymi, disneyowskimi klimatami. Iskierki, dzwoneczki, śnieg, kolędy, lampki, łańcuchy- czyli wszystko to, co się kojarzy ze świętami, a drugiej strony niezwykłe podróże powietrzne, i postacie duchów- cudowne, wierne powieści, magiczne i momentami nawet przerysowane. Jak i najważniejsza postać.

Scroodge. Szczerze? Był doskonały. To jego skąpstwo przenikało aż do szpiku, mimika była wystarczająco wymowna, żeby na pierwszy rzut oka stwierdzić, że nie znosi on świąt. Wzorowano się na twarzy Jima Carrey'a (u wszystkich bohaterów twarze są wzorowane na dubbingujących aktorach i to świetna zabawa- wyszukiwanie podobieństwa), i to naprawdę widać- układ ust, zębów, oczy... Nawet, gdy jest zgrzybiałym starcem. Jeśli chodzi o oryginalny dubbing- Jim dał z siebie wszystko. Ładnie udaje stary, brytyjsko-przemieszany akcent, ale faktycznie- tylko aktor komediowy mógłby tego dokonać, a komedia jest domeną Jima.

Marley za to straszy naprawdę. Serio, jest przerażający momentami. Jest zielony, stary, i początkowo nie patrzy Scroodge'owi w oczy. Bo w oryginale miał przerażać, i tutaj Zemeckis wziął to sobie do serca- ogromny szacunek i uznanie.

Muzyka jest dwojaka- z jednej strony świąteczna (Bocelli!), z drugiej motywy akcji w tle. Łupie tam, gdzie ma łupać, dźwięczy, gdzie ma dźwięczeć.

O ile np. w "Krwawych walentynkach" efekty 3D były... hm, średnie, o tyle tutaj zrobiły ogromne wrażenie. 3D chyba nie nadaje się do filmów fabularnych, ale jeśli chodzi o grafikę komputerową... Jest do niej stworzone. Tego filmu się nie ogląda, w tym filmie się jest.

Lepszej "Opowieści wigilijnej" nie zrobili i wątpię, czy da się ją pobić.

Przy okazji myślę, że podobną klasę kina 3D pokaże dopiero Alicja Burtona. Czekam niecierpliwie;>

I trailer:
Read more

Numer 23

Wiem, z kilku niezależnych źródeł, że ten film może się podobać. Znam nawet kilku naiwniaków, którzy wierzą w cudowną wizję reżysera i odkryli, że wszystko co ich otacza składa się z liczby 23. Ja osobiście wolę 69, ten film jest totalnie idiotyczny i nie wiem, jak na filmwebie dostał ocene 7/10. Nie radzę tego oglądać, już tłumaczę dlaczego.

Joel (w tej roli Jim Carrey) jest chyclem i łapie psy. Pewnego dnia w jego ręce wpada książka o detektywie, który walczy z zabójczą siłą cyfry 23 ukrytej w każdej ważnej dacie, długości alfabetu i wszystkim co człowiek może sobie tylko wymyślić. Nim Joel się zorientuje, 23 zaczyna zbierać żniwo...

No dobra, nie zaczyna. O ile zapowiedź fabuły wydaje się ciekawa, o tyle przez cały film nic się nie dzieje. Padają wprawdzie wielce patetyczne kwestie pokroju "ta liczba zniszczy nasze życie, musisz mi uwierzyć", ale one ani przez chwile nie są niczym uargumentowane. Jim Carrey lata, szuka spisku i odkrywa straszliwą prawdę tam gdzie jej nie ma. Serio, bo po co on tak lata, skoro w filmie jest zero trupów, a wszystko widzi tylko w książce? Nic z tego co przeczytał ani się nie sprawdza w życiu, ani nie goni go zabójca... On przeczyta rozdział, stwierdzi że świat umiera, zło nadchodzi i tyle. Nic takiego nie ma miejsca, akcja dzieje się bez cienia sensu i motywu.

Gra aktorska praktycznie nie istnieje. Jim gra źle, a postacie drugoplanowe nie grają w ogóle. One sobie są i nie wie człowiek po co. Np. jego przyjaciel, jakiś profesor, pojawia się co kilka scen, nic nie mówi i znika. Tak wygląda cały film, wszystko się dzieje samo z siebie, bez ładu, chaotycznie, a oni to przypisują liczbie 23.

Dobrą stroną tego filmu jest niewątpliwie świetna i mroczna praca kamery. Tutaj panowie i panie wykonali naprawdę dobrą robotę. Film ma dwojaki tor. Zwykłe życie, oraz wyobrażenia tego co dzieje się w książce - czyli pracy detektywa. W tej części Jim Carrey wygląda mroczniej, bardzo seksownie i dojrzale. Ma zajebisty saksofon i urok. Rażą w oczy tylko jego lipne i za nowe tatuaże, ale w tej wersji i tak wypada o niebo lepiej niż w zwykłej.

Film o ile z daleka wygląda ciekawie, a z bliska pokazuje genialne zbliżenia, komiksowe i przerysowane sceny, z bliska robi z człowieka idiote. Wmusza nam, że wszystko co ważne, zdarzyło się 23, o godzinie 23, czy ma w sobie liczby 23. Ale pomija ile zjawisk, ile rzeczy, albo cokolwiek wcale takiej cyfry nie ma. Łatwo dać postrzał Kennedego i wmusić na 23 jakiegoś miesiąca, ale jak już zabili dajmy Lincolna to jakoś o tym nie wspomnieli, bo już z 23 nic to wspólnego nie ma. Do tego twórcy już na siłe zmuszają nas do interpretacji tej głupiej liczby i w filmie zdarzają się gadki w stylu: Oh, to 318! A 31 - 8 to 23! Tak, tylko że dodają odejmują jak chcą bez logiki. To ja też mogę powiedzieć, że 7 jest przeklęte, bo dodając 16 wychodzi 23! aaa, spisek? Albo 46! Przecież podzielone na 2 to 23! Zaczynam się bać. Głupoty tego filmu.

*Elisabeth Shue zrezygnowała z roli kobiecej w filmie, ponieważ zaszła w ciążę.

*Jest to 23 film Joela Schumachera w jego karierze reżyserskiej (włączając filmy, które nakręcił dla telewizji). Między innymi właśnie dlatego ten film ma nazwę "Numer 23".

*Psalm 23 ("Pan jest moim pasterzem...") jest najbardziej znanym i najczęściej cytowanym psalmem.

*Według biblijnych uczonych Jezus Chrystus urodził się 23 lipca.

*Samolot uderzył w WTC 11.09.2001 11+9+2+0+0+1=23

*Było 19 porywaczy, którzy porwali 4 samoloty we wrześniu 2001, 19+4=23

*Suma pierwszych sześciu (2*3) cyfr liczby Pi wynosi 3+1+4+1+5+9 = 23

*23 był ulubionym numerem Adolfa Hitler'a. Bazował na niej podejmując wiele ze swoich decyzji, które zawierały liczby w obrębie 23.

*Po dodaniu wszystkich liczb z daty premiery wychodzi 23.
2007-06-08 (Polska)
2+0+0+7+0+6+0+8=23

Nie ma potrzeby oglądać tego filmu, bo razi nawet zakończenie. Nie dość, że wszystko dzieje się bez celu, to ostatnie 30 minut jest nudnym i łopatologicznym wyjaśnieniem o co jest grane. To tak jakby zabijać w horrorze nastolatków, a w ostatnich 20 minutach pokazać historię zabójcy z jego dzieciństwa, albo w ogóle dopiero pierwszy raz go pokazać.

Dla mnie to szmira, nakręcona głupim mitem. Nic nie trzyma się tu kupy, wszystko jest podane "bo tak", gra aktorska ssie (wracaj do komedii Jim!) a całość jak na Thriller jest niebywale nudna. Akcja się tak wlecze... Nie rozumiem tej oceny z filmweba, weźcie to omijajcie, to po prostu strata czasu. Ale to moja opinia, wyrażajcie swoją poniżej!

A oto trailer:

Read more

Pingwiny z Madagaskaru

Panowie! oraz Ty Marlenko. Nasza misja będzie niebezpieczna, a finał może być mroczny, lepiej się odsuńcie. A w ogóle to suszymy ząbki!

Najciekawsze postacie z filmu Madagaskar dostały własny 52 odcinkowy serial - czyli 4 Pingwiny które mają wojskowe zapędy i wykonują tajne i niebezpieczne misje na terenie swojego zoo. Dialogi zrobił jedyny chyba w Polsce koleś od dialogów do kreskówek i wyszło lodzio-miodzio.

Każdy odcinek ma podobny schemat. Pingwiny rywalizują z królem Julianem. On wszystko przyjmuje za "dar od bogów, bo sam jest królem przecież" a Pingwiny starają się pokazać mu, że jest debilem i wyjaśnić/zrobić coś po pingwiniemu.

Humor w tej animacji jest fantastyczny. Idealny Polski dubbing zrywa beret. Wielokrotnie będziemy pękać ze śmiechu przy kwestiach lepszych niż w Madagaskarze czy Shreku. Gwarantuje, że jeszcze nigdy się tak głośno nie śmialiście. To po prostu coś niezwykle niezwykłego.

Aktorzy poradzili sobie fantastycznie. O ile "wszystkich" znamy z nazwiska, bo nasza scena dubbingu jest ograniczona do iluśtam głosów, które robią wszystko, o tyle wypada wspomnieć o Jarosławie Boberku, który robi więcej! Ten człowiek zmienia głosy jak rękawiczki, a jego Król Julian jest większą indywidualnością niż wszystkie bajkowe postacie razem wzięte. Serial autentycznie śmieszy i chociaż zdarzają się słabsze odcinki - całość jest cudowna.

Cudowna nie jest już animacja. Jest sztywna a do tego niedopracowana. Ja rozumiem, że to jest serial. Ale popatrzcie na plakat obok. Zero detali z jest na tym pingwinie! Jest brzydki! A postacie drugoplanowe są obdarowane jeszcze gorzej i jeszcze biedniej. Ja nie wiem, czy oni te modele postaci do serialu robili od nowa, czy dostali słabsze komputery - ale postacie są brzydkie, obłe, mdłe i niedorobione i nijak mają się do tych z pełnometrażowego filmu.

Jednak to w niczym nie przeszkadza, bo przepyszna akcja oraz mroczny humor stawiają tą produkcje wyżej niż Madagaskar (poważnie, na liście światowej serial jest pare oczek wyżej niż oryginalny film).

Ja polecam jeśli lubisz śmieć się głośno i czysto z najlepszych dowcipów pod słońcem. Na grafikę przymknij oko.

Aby finał był spektakularny, zamiast trailera - pełna bajka świąteczna o pingwinach :> Trzyma poziom serialu i pozwoli poznać "jak to wygląda".

Średnia ocena w internecie: 8,56/10



Read more